Skąd narodził się pomysł serwisów społecznościowych? Wydaje się, że jest to "wymóg" naszych czasów. Współcześni ludzie czują bardzo silną potrzebę więzi z drugim człowiekiem i przynależności do jakiejś grupy społecznej. Twórcy portali tego typu zdali sobie z tego sprawę i wymyślili, aby potrzebę tę zaspokoić poprzez wykorzystanie internetu. W taki sposób zaczęły powstawać miejsca, gdzie klikając kilka razy myszką można było zostać członkiem wymarzonej grupy. Nieważne czy jesteś brzydki, ładny, czy masz odstające uszy a może brzuszek piwny, ważne jest to, kim jesteś i czym się interesujesz. Możliwe stało się posiadanie przyjaciół na całym świecie a pozyskanie nowych znajomych nie sprawiało już większego trudu. Idealnie, prawda? A jednak, nie do końca. Nie ma możliwości, aby ten sam portal odpowiadał uczniowi liceum i np. biznesmenowi. Trudno wyobrazić sobie, aby prezes warszawskiej GPW zapisał się do kolorowego serwisu dedykowanego "ludziom młodym". Tak samo dzieje się z innymi grupami społecznymi. Nie da się stworzyć uniwersalnego portalu, w którym odnalazłby się każdy człowiek. Taka sytuacja doprowadziła do powstawania coraz to nowych: serwisów, mających wąski target. W Internecie możemy więc znaleźć goldenline.pl czy profeo.pl dla biznesmenów skupionych na rozwoju kariery i życia zawodowego, sympatia.pl dla randkowiczów, znajomi-z-wakacji.pl dla tych, którzy nie mogą zapomnieć o letnich przygodach, fotka.pl dla pasjonatów fotografii, nasza-masa.pl dla zawodników sumo, nasza-szkapa.pl dla wielbicieli koni, bądź też nasza-flacha.pl dla lubiących mocniejsze trunki itp. Można by tę listę ciągnąć w nieskończoność. Czy jednak strony te mają szansę przetrwać?
Nasza-klasa.pl - fenomen czy przypadek? Wiele napisano o sukcesie pomysłu Macieja Popowicza. Nasza-Klasa to obecnie jeden z najpopularniejszych portali w Polsce. Świadczą o tym chociażby słowa kluczowe, jakie polscy internauci wpisują w wyszukiwarkę Google. Jeszcze w październiku najczęściej wyszukiwanymi słowami były: "włatcy móch", "prison break" czy "rihanna", obecnie prym wiedzie "nasza-klasa.pl". Jednak, jak długo będzie trwało to oczarowanie. Cel portalu - odnowienie kontaktów z dawnymi znajomymi - wydaje się być jednocześnie magnesem przyciągającym użytkowników, jak i hipotetycznym powodem przyszłej klęski. Dlaczego? Typowy użytkownik rejestrując się w serwisie np. miesiąc temu mógł pomyśleć: super, odszukam znajomych, których nie widziałem wieki. Jego przypuszczenie okazało się nie być na wyrost - w krótkim czasie odszukał większość upragnionych osób, nawet kumpla z czasów wczesnej podstawówki, z którym bawił się w chowanego. Jednak co potem? Użytkownik po pewnym czasie przestaje zaglądać na łamy portalu. Ogranicza odwiedziny do otrzymanej poczty. Inaczej mówiąc - na portalu tym nie można zrobić więcej nad to, co już udało się użytkownikowi zrobić. A jeśli skompletujemy całą klasę i znajomych? Odpowiedź jest prosta - portal nie będzie nam już potrzebny, zastąpi go GG, komórka czy zwykły e-mail. Identycznie stało się z pierwowzorem Klasy -
Classmates.com, który uzyskując liczbę 11 mln użytkowników zaczął chylić się ku upadkowi. Twórcy Naszej-Klasy stoją więc przed dużym wyzwaniem. Aby nie podzielić losu poprzedników, muszą wymyślić sposób, który zatrzyma użytkowników. Maciej Popowicz przyznaje, że w przyszłości chciałby wyjść poza tematykę szkolną i rozwijać serwis w innych kierunkach. Jakich? Tego nie wiemy, ale życzymy szczęścia, gdyż zadanie zmiany wizerunku jest ciężkim orzechem do zgryzienia i wymaga dużo wysiłku i przede wszystkim czasu.
Jakie problemy stoją przed serwisami społecznościowymi? Znudzenie serwisem to nie jedyny kłopot, z którym muszą poradzić sobie ich twórcy. Drugim paradoksalnym problemem są same portale. Dokładniej - ich ogromna liczba. W internecie co chwila pojawiają się nowe serwisy społecznościowe kuszące zdobywaniem znajomości. Wiele osób chce skorzystać z panującej w Polsce mody i stworzyć drugą Naszą-Klasę czy
grono.net. Wszystko to z czasem może spowodować wielki zamęt w umysłach użytkowników. Wyobraźmy sobie osobę, która zapisana jest do Grona, bo kiedyś wszyscy tak robili, ma swoją stronę na Facebooku czy My Space, bo tak wypada, dba o swoją przyszłą karierę, więc należy też do jakiegoś serwisu specjalistycznego/branżowego, np. Linkedln, ostatnio zapisała się też do Naszej-Klasy, gdyż zależy jej nie tylko na nowych znajomościach, ale też na starych, dodatkowo jej wielką namiętnością jest jeździectwo konne, więc nie wyobraża sobie, aby nie zarejestrować się na Naszej-Szkapie. Co w takiej sytuacji? Przecież samo wymienienie tych portali zajmuje dużo czasu, a co dopiero mówić o codziennym ich odwiedzeniu! Biorąc pod uwagę fakt, że przeciętny człowiek pracuje bądź uczy się, posiada rodzinę, ma zajęcia dodatkowe i do tego wszystkiego musi kiedyś spać, nie sposób poświęcać codziennie kilku godzin na życie on-line. Wcześniej czy później będzie musiał zrobić selekcję odwiedzanych stron i wybierze te, które będą oferowały najwięcej użytecznych funkcji.
Web 3.0 rozwiązaniem problemu? Czym będzie Web 3.0? Nikt nie wie. Choć wielu chciałoby zostać człowiekiem, który wymyśli nową generację w rozwoju sieci, wprowadzi pomysł w życie, stanie się bogaty i sławny. Jak na razie, nikomu się jeszcze nie udało. Słyszy się jednak pewne pomysły. Jeden z nich dotyczy serwisów społecznościowych i problemu, który opisanego powyżej. Chodzi o stworzenie narzędzia, które pozwoliłoby obsługiwać wszystkie serwisy naraz, wchodząc na jedną stronę. Piękna wizja, prawda? Pewne eksperymenty na tym polu już poczyniono, jednak żadne z narzędzi nie wydało się na tyle dobre, by zaciekawić użytkowników. A może kolejne lata przyniosą nam coś dużo lepszego od serwisów społecznościowych i zniknie potrzeba podobnych eksperymentów?