Piractwo komputerowe, to według powszechnej definicji wszystkie formy nieautoryzowanego powielania i obróbki danych, czyli na przykład kopiowane filmów i muzyki, ściąganie ich z internetu. Według badań przeprowadzonych przez firmę Gemius do kopiowania muzyki z sieci przyznaje się blisko 90 procent internautów. 75 procent z nich używa do tego programów typu P2P. Szacunkowe wyliczenia wskazują, że Polacy ściągają ponad 5 milionów utworów tygodniowo.
Niestety dzisiejsze regulacje prawne nie potrafią dokładnie określić tego zjawiska. Ich twórcy nie przewidzieli bowiem powstania internetu. Z jednej strony prawo zezwala na posiadanie np. muzyki, z drugiej strony zabrania jej udostępniania. Istnieją także inne równie paradoksalne sytuacje - lobby producentów wideo potrafiło doprowadzić do zamknięcia serwisu
Napisy.org, choć ten nie udostępniał filmów, a jedynie napisy do nich. Teraz konsekwencje prawne grożą nie tylko autorom strony i tłumaczom, którzy za darmo przygotowywali przekłady, ale również 700 tysiącom użytkowników serwisu z napisami. Sytuacja, w której reakcja władz przynosi szkodę tak licznej grupie obywateli nie jest normalna. Uważa tak niedawno powstała partia, gotowa walczyć o zmianę absurdalnych przepisów. Jest nią Polska Partia Piratów, która w połowie lutego planuje zorganizować pierwszy oficjalny zjazd.
- Prawa dotyczące własności intelektualnej są spuścizną jeszcze z XIX wieku. - piszą w statucie założyciele partii. - Wtedy prawa te były niezbędne do rozwoju technologicznego społeczeństwa. Jednak teraz sytuacja się zmieniła. Co gorsza zaszłości te spowalniają rozwój oraz blokują otwarty dostęp do dóbr kultury poprzez zdegenerowane prawa "własności intelektualnej", jak i ograniczenie kreatywności zwykłych ludzi - czytamy na stronie Partii Piratów.
Polscy piraci chcą więc przewartościować obecny system dostępu do dóbr kultury. - Musimy patrzeć w przyszłość, gdzie obok pieniądza ważna stanie się wiedza, kultura (w której każdy jest twórcą) i informacja, którymi ludzie chcą się dzielić z całym światem bez zbędnej kontroli i ograniczeń - informują. - Nie możemy ograniczać postępu technologicznego, ani rozwoju kulturalnego i oglądać się na grupy interesów. Jako społeczeństwa demokratyczne pośrednio tworzymy prawa i decydujemy się je przestrzegać - wyjaśniają piraci.
Głównym celem partii są szerokie reformy prawa autorskiego i patentowego. Zdaniem jej założycieli dzisiejsze przepisy nie chronią bowiem rzeczywistych interesów autorów. Skupiają się natomiast na obronie wielkich, najczęściej prywatnych monopoli czerpiących zyski z pracy twórców. Co więcej dają tym organizacją możliwość ingerencji w prywatność i nietykalność osobistą dla zwykłych obywateli. Zdaniem Partii Piratów ta działalność jest szkodliwa dla społeczeństwa. Dopuszczające do tego prawo jako takie wymaga reformy. Jest to główny, lecz nie jedyny postulat partii. Drugim jej celem jest stworzenie, dystrybucja i propagowanie dzięki odpowiednim regulacją prawnym materiałów pożytku społecznego. Ma to być głównie darmowe, otwarte oprogramowanie (czyli darmowe alternatywy komercyjnych programów) oraz darmowe, otwarte podręczniki.
Polska nie jest jedynym krajem, w którym działa Partia Piratów. Jest ona częścią swoistej międzynarodówki, której historia zaczęła się w Szwecji. Założona w 2006 roku Szwedzka Partia Piratów jest w tej chwili dziesiątą siłą polityczną w tym kraju. Analogiczne ugrupowania powstały również w Niemczech, Austrii, Australii, Belgii, Brazylii, Kanadzie, Francji, Holandii, Nowej Zelandii, Peru, Rosji, Republice Południowej Afryki, Hiszpanii, Szwajcarii, Wielką Brytanii, Stanch Zjednoczonych i we Włoszech. Obecnie aktywiści ruchu działają w dwudziestu siedmiu krajach świata.